„Jak
szybko można popaść w rozpacz? Do czego jesteśmy zdolni na jej granicy? Jakie
decyzje podejmujemy wtedy? Jak ciężkie mogą okazać się dla nas ich
konsekwencje?”
Klęczę na kolanach
patrząc w podłogę. Nadal moje ciało obejmuje słabość, bezbronność. Nie dowierzam
słowom, które ujrzałam na kartce. Kolejna śmierć… Moich rodziców przez
seryjnego mordercę. Łzy niepowstrzymanie napływają do moich oczu. Nic nie
potrafię wykrztusić, tylko ciche jęki. Mój oddech robi się coraz słabszy, a
puls wolny. Serce mi spowalnia. Oczy zachodzą mgłą, barwy zanikają. Moje ciało
przeszywają dreszcze, a po chwili dopada je drętwota. Nie potrafię utrzymać się
na nogach. Z mocnym hukiem opadam na płytki. Zasypiam…
~*~ ~*~
Słyszę
i czuję.
Nie
widzę.
Śpię?
A może umieram?
Jednak
nie.
Wchodzę
na kolejny poziom.
Mojej
ostatniej gry.
~*~ ~*~
Otwieram lekko powieki.
Biała sala z wielkimi oknami. Na suficie obraz walki jakiegoś człowieka i... ducha? Człowiek zwycięża, przebijając ducha mieczem. Dziwne. Lekko przysłaniam oczy
ręką, aby słońce nie paliło mnie w oczy. Oddycham powoli i spokojnie, lecz
nierówno. Syczę z bólu odczuwanego z tyłu głowy, niczym pojedyncze pulsy na
przemian silny i słaby. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej, przerzucając
ciężar na łokcie. Do moich uszu powoli dochodzą krzyki z korytarza. Drzwi ze wschodniej
strony otwierają się z hukiem rozbrzmiewającym na całą salę. Kieruję spojrzenie
na średniego wzrostu dziewczynę o zgrabnej sylwetce poruszającej się
rytmicznie, niczym przy brzmieniu pianina. Intensywnie czarne włosy
rozpuszczone do pasa z grzywką na czole i dwiema wcięciami po bokach, a oczy
wypełnia głębia błękitu morza śródziemnego. Nie jest mi znajoma, choć jej
lustrujący wzrok daje mi do zrozumienia inną wersję zdarzeń. Kieruje się w moją
stronę powolnym krokiem, jakby załamywała czas stuknięciem podeszwy o podłogę. Ciemne
dżinsowe spodenki, biała koszula, czarna narzuta i tego samego koloru glany. Jej
ubiór nie jest wyróżniający się, choć widoczna jest jej nadzwyczajność po
pierwszym spojrzeniu. Na jej bladych policzkach można dostrzec malutkie
kropelki - łzy, spływające na lekki uśmiech skierowany w moją stronę. Cały jej
obraz jest dla mnie niczym zjawa. Nie potrafię pojąć co się właściwie dzieje.
Wręcz nie dopuszczam do siebie obrazów, które właśnie mam przed oczyma. Kiedy
podchodzi do mojego łoża przytula mnie mocno. Jej dotyk jest zimny, ale na swój
sposób kojący… „Czyżby mnie znała, a ja Ciebie nie? Dlaczego tu jestem? Kim jestem?"
Kolejne skrzypienie
drzwi uchwycone przez moje uszy, kolejne kroki zmierzające w moją stronę. Kącik
oczu kieruje się w ową stronę. Otwieram szerzej powieki i roztwieram lekko
wargi. Widzę przed sobą osobę, od której niedawno dostałam list z informacją o
śmierci moich rodziców. Wysoki brunet o kruczych oczach. Jego zimny wzrok wydaje
się przeszywać człowieka na wylot. Jego wyraz twarzy jest szary, beznamiętny.
Nie można z niego wyczytać nic. Niczym zimne ciało bez duszy. Stoi ubrany
elegancko, niczym na ważne spotkanie. Marynarka, buty oraz spodnie w kolorze czerni. Jedynym
elementem odróżniającym się jest biała koszula z zagiętymi do łokcia rękawkami.
Po dłuższej chwili patrzenia na siebie wzajemnie chłopak rozchyla
lekko wargi, lecz z jego ust nie wydobywa się nic. Jedynie ciche westchnięcie. „Ty też mnie znasz? Powiedz mi co się
dzieje… Czemu tu jestem?!"
Prowadzą mnie do
tajemniczej sali. Korytarz jest biało-czerwony z oknami po lewej stronie i
drzwiami po prawej. Poddasze jest półkoliste, a w przerwach znajdują się
kolejne obrazy. Na jasnej podłodze leży czerwony dywan z brązowymi zdobionymi
bokami. Po dłuższej chwili docieramy na miejsce. Stajemy przed ogromnymi
białymi drzwiami. Boki jak i klamki zdobione są złotymi wzorami. Na środku ich
istnieje znak. Przedstawia długi miecz skrzyżowany ze skrzydłem. Broń jest
biała z jednym szarym napisem „Last”, a skrzydło jest ciemno szare z białymi
konturami każdego jednego pióra. Blask tworzą promienie słońca wpadające na ową
rzeźbę.
Wchodzimy do rozległej
białej sali. Kolumny zdobią jej boki i podtrzymują małe boczne balkoniki
widokowe. Ozdobione złotymi gałązkami wokół wydawały się błyszczeć. Szklany
sufit ukazuje błyszczące słońce i śnieżne chmury, płynące po niebieskim niebie.
Mój wzrok zjeżdża stopniowo w dół lustrując całość sali. Na środku znajduje się
wielki biały tron zdobiony czarnym kocem. Za nim wisi wielki obraz
przedstawiający króla… Nie znam go, ale chyba poznam. Wzdycham lekko i kieruję
wzrok w stronę bocznych drzwi, których skrzypienie wydało się bardzo głośne. W moją stronę wolnym krokiem kieruje się szatyn o fioletowych oczach. Lekka czerń spływająca
w zielenicach mrozi niejednemu krew w żyłach, a przynajmniej tak przypuszczam.
Wyraz twarzy jest chłodny tak jak u chłopaka stojącego obok mnie. Jedynie różni
ich podniesiony lekko kącik ust u szatyna. Jego złoto-biała peleryna ucięta,
aby nie dotykać podłogi jest zapięta na górze klatki piersiowej. Białą koszulę
zdobi śnieżna marynarka z czarnymi klapami. Obie mają złote ozdoby i
gdzieniegdzie fioletowe małe kamyczki. Kołnierz jest podniesiony do góry i
zapięty ozdobnymi złotymi skrzydłami. Pas przez który przewodzi się lśniący
żółty paseczek, łączy górę garderoby z śnieżnymi dopasowanymi spodniami.
Eleganckie czarne buty wydając ciche stuknięcia za każdym razem, kiedy spotkają się z kafelkami podłogowymi.
Zapatrzona w niego tracę
kontakt z rzeczywistością. Po chwili czuję dotyk na dłoni. Wzdrygam się lekko i
patrzę na osobę od której go uzyskałam. Mężczyzna podnosi ją do swoich ust i całuje
lekko, klękając przy tym. Podnosi się i muska nadal swoimi palcami moją skórę.
Uśmiecha się lekko i puszcza mnie. Rozwiera lekko blade wargi i wzdycha
cicho, mrugając przy tym.
-Witaj, Vantiris. Jestem Joshua, twój przywódca.-
Szepta patrząc mi prosto w oczy. Przeszywa mnie dziwny strach i uczucie zimna.
Spoglądam na chłopaka, a później na dziewczynę. W ostateczności znów wracam do
punktu wyjścia.
-P… przywódca?- Pytam niepewnie. Mój głos jest
ciepły, ale cichy, prawieże niesłyszalny. Nie wiem co się dzieje. Jestem w
jakimś innym świecie? A może to tylko kolejny sen? To wszystko to na pewno zły
sen.
-Nie pamiętasz nic?- Pyta oglądając mnie uważnie. -W
takim razie pomogę Ci, sobie przypomnieć.- Kładzie rękę na moim czole. Nagle
wszystko staje się czarne… Upadam kolejny raz… A przynajmniej tak mi się zdaje.
„Vantiris! Vantiris! Proszę Cię… Powiedz, że się zgadzasz.”
„Cała nadzieja w tobie! Zgódź się!”
„Błagam Cię… Powiem, że tak… Nie chcę, abyś
umierała."
Słyszę rozpaczliwe głosy. Umrzeć? Czemu niby? Niczego już
nie rozumiem. Czemu mam się zgodzić? Wytłumaczcie mi cokolwiek...
„T-tak…”
Szepcze
cicho i odpływam.
***
Witam.
Mam nadzieję, że kolejny rozdział wam się spodobał, choć jest z dość (nie ukrywajmy) wielkim opóźnieniem. Miał się pojawić tydzień wcześniej, ale niestety wypadły pewne komplikację.
Rozdział był kilka(naście) razy zmieniany, aby w końcu dojść do takowego stanu rzeczy, więc trochę nad nim pracy było. Jak każdy wie... trzeba również weny do napisania dobrego rozdziału, której mi oczywiście dość często brakuje, ale teraz natchnienie było, więc i rozdział jest. :)
Do usłyszenia,
Vantiris.