czwartek, 28 stycznia 2016

"Pakt" Rozdział I

Znacie uczucie, kiedy wszystko nagle się wali ? W jednej chwili tracisz wszystko i jesteś na skraju życia? Teraz wiem… To wszystko zdarzyło się tak szybko, jak za dotknięciem magicznej różdżki. Niczym machnięcie ręką… Przecież wszystko było dobrze. Dzień jak co dzień. Jednak jedna chwilka wystarczyła do zniszczenia całego mojego świata.

Wyglądam zza ścianki i analizuje teren... Nikogo nie ma. Biegnę ile sił w moich nóżkach. Odwracam co rusz głowę, aby sprawdzić, czy nikogo za mną nie ma. Pusto… Jednak świat, który jeszcze rankiem wydawał się taki piękny, teraz jest wręcz kataklizmem. Zniszczone budynki, ogień rozprzestrzeniający się z niesamowitą szybkością... Ludzie, którzy wykrwawiają się na śmierć… Mimo, że mam dopiero dwanaście lat, obrazy te nie przerażają mnie… Czemu? Sama nie wiem. Rodzice od urodzenia mówią mi, że jestem inna, niż moi rówieśnicy. Potrafię zachować zimną krew w sytuacjach, gdzie dorośli popadają w histerię. Nawet mój dorosły brat nie potrafi zachować spokoju duszy jakim władałam ja. Przez to nie raz obrywam… Nienawidzi, kiedy rodzice bardziej zwracali uwagę na mnie niż na niego. Nie raz krzyczy, że jestem zwykłą sierotą przygarniętą przez rodziców. Mimo bólu, który za każdym razem jest coraz silniejszy, nie płaczę i udaję, że wszystko dobrze. Pod uśmiechem kryje nie raz wiele emocji… Nie chcę ranić bliskich sobie, wolę pocierpieć w spokoju.
Podczas jednego z obrotów w tył wpadam na coś… Odwracam się, padając na twardy chodnik. Widzę wysokiego osobnika z czarnymi butami, które od kostek zakryte są przez szarą szatę… Na górze ma zapinkę w kształcie okręgu z poziomą kreską przecinającą go. Jednak przez kaptur, zakrywający twarz, nie mogę ujrzeć twarzy osoby… Ozdobny na pelerynie są koloru białych rękawiczek. Podnoszę się szybko i próbuję uciekać do tyłu, jednak tam też spotykam takiego samego osobnika. Znów upadam niezdarnie. Muszę być spokojna… Jak zawsze. Podnoszę się powoli i próbuję uciec, omijając jednego z nich. Próba nieudana… Łapie mnie za ramiona i podnosi na wysokość swojego kaptura. Teraz widzę co się kryło pod nim… Blada cera, szkarłatne oczy i wyraz twarzy, który jest dla mnie koszmarem… Taki bezuczuciowy i zimny… Przechodzą mnie lekkie dreszcze strachu. Zaczynam się szarpać, krzycząc o pomoc, jednak nikogo nie ma. Człowiek uśmiecha się, pokazując swoje zęby, który przypominają wampirze kły. Rozszerzam oczy ze strachu. Krzyczę jeszcze głośniej, przymykając oczy. Czuję jego oddech na szyi i coraz mocniejszy uścisk.

To tylko kolejna wizja…
Kolejna, która daje mi dalszą otuchę do zabicia tych cholernych pijawek…

Otwieram oczy, wyrywając się z objęć Morfeusza. Kolejne wspomnienie, które przytrzymuje mnie przy żądzy mordu… Tyle się zmieniło przez te cztery lata. Zabrali mnie do Armii Imperialnej, zaczęłam się dzięki temu szkolić i uczyć walki. Zaczynałam jako nieudacznik, nie wiedziałam nic o broniach ani walce… A teraz? Wszystko wręcz mam opanowane do perfekcji. Jednak nie lubię się tym przechwalać. Czasami wolę udawać głupszą, niż być chwalona jaka to jestem wyuczona.
Podnoszę się, popierając się łokciami z tyłu. Kolejny dzień w tych męczarniach, gdzie i tak nic nie uzyskam… Wstaję z łóżka i kieruję się do łazienki. Obmywam ciało i zaczynam szykować się do szkoły. Ubieram czarną luźniejszą spódniczkę i czarne rajstopy za kolano. Zapiąwszy koszulę, odginam czarny kołnierzyk, poprawiając całościowo górę stroju. Zaczynam rozczesywać swoje granatowe włosy sięgające mi do kolan. W porównaniu do moich oczu są trochę ciemniejsze i lekko popadają w czerń. Po dłuższych przygotowaniach jestem gotowa do wyjścia, jednak słyszę pukanie do drzwi mojego pokoju.  Spodziewając się kto stoi po drugiej stronie wejścia, otwieram je. Moim oczom ukazuje się wysoki chłopak o ciemnych zielonych oczach. Nie jest jakoś specjalnie dobrze zbudowany, ale mimo tego jest wysportowany i wyszkolony. Również ubrany jest w mundurek szkolny, a na jego twarzy gości uśmiech, jak co dzień. Jego brązowe ciemne włosy są poukładane jak zawsze, po bokach opadają, a na środku lekka grzywka… Mój przyjaciel.
-Cześć Yochi.- Witam się z nim odwzajemniając uśmiech.
-Cześć Asura.- Przytula mnie na powitanie, a ja jak zwykle nie mam nic przeciwko. Zamykam drzwi i kieruję się razem z nim do klasy. Przemierzając korytarze jednak nie wiedzę nic nowego, każdego już znam prawie na pamięć… Więc ta sama rutyna. Siadam na drugiej ławce od końca, a za mną mój przyjaciel.
-Wiesz, że ma do nas dołączyć ktoś nowy?- Zaczyna chłopak.
-Naprawdę…? Nie, nic mi nie mówili.- Odpowiadam lekko zaskoczona. Czyli jednak skończy się rutyna? Ale tylko na kilka dni… Pewnie zaznajomi się z kimś i będzie po „nowym” uczniu.
Odwracam się do przodu, słysząc stukanie o biurko wykładowcy. Widzę naszą nauczycielkę – Elis. Wysoka kobieta, z wysportowaną sylwetką i długimi rudymi włosami, związanymi w wysoki kucyk. Ubrana w zielono-czarny nauczycielski mundur. Uśmiecha się do nas, trzymając tekturę z wynikami naszych testów teoretycznych. Jednak odkłada je na biurko i wprowadza kogoś nowego do klasy. Średniego wzrostu szatyn, którego ciemnozielone tęczówki kierują się ku podłożu. Ubrany w mundurek szkolny i znudzoną miną, przedstawia się. „Yuichiro Hyakuya… Chyba dobrze zapamiętałam…” Myślę i patrzę na niego. Po chwili chłopak siada obok  mnie w środkowym rzędzie. Słyszę jak inni zaczynają coś do siebie szeptać nawzajem na jego temat. Chcę się przedstawić, jednak chłopak siada jakby nikogo nie widział i nie słyszał… Zadufany w sobie. Wzdycham i wracam do swojej ławki.


Kolejny…

***


Ohayo. *Chowa się pod stół.* 
Tak wiem jak dłuugo czekaliście na Pierwszy rozdział paktu, ale... Takie życie. Wcale nie miałam lenia i po prostu nie chciało mi się pisać.  Ale jest? Jest! No właśnie. Dlatego dziękuję za uwagę. Co do Last'a... To spokojnie, też się pojawi w niedługim czasie. 
Pozdrawiam i do usłyszenia,
Vantiris.