poniedziałek, 28 grudnia 2015

The Last Game - Rozdział III

            Czy mówiąc „tak” popełniłam największy błąd w życiu? Sama nie wiem. Nie zważałam teraz na to. Jestem gdzieś w jakiejś przestrzeni. Wszędzie jest pustka, jedynie co mogę dostrzec to malutkie błyszczące punkciki, znikające kiedy się spojrzałam i pojawiające się, kiedy odwracałam wzrok. Samej siebie też nie widzę. Czyżby moja odpowiedź stworzyłaby te miejsce? Niemożliwe. Zaczynam przemieszczać się w stronę jednej z tych gwiazd. Zamiast ukrywać się, zaczyna świecić coraz intensywniej. Kiedy próbuje jej dotknąć, oślepia mnie kompletnie. Te światło… Przypomina mi coś… Wspomnienie. Wystrzał z broni wcelowanej w moje serce… Krew… Krzyki… Pole bitwy… Upadek… Utrata świadomości…
            Powoli zaczynam odzyskiwać świadomość. Zmysły wracają do normy i regulują się. Słuch, dotyk, czucie, węch, smak, wzrok. Otwieram oczy powolnie, leniwie. Zamiast białych ścian pomieszczenia, widzę… łóżka szpitalne i kroplówki? Sama nie wiem co się właściwie dzieje. Przecież… Byłam w innym świecie…? Nie rozumiem nic. Z moich przemyśleń wyrywa mnie silny impuls z tyłu głowy – Ból. Syczę cicho. Opieram łokcie na tył łóżka i powoli zaczynam podnosić się do pozycji siedzącej.
            Słyszę krzyk. Moje oczy wędrują w ową stronę. Zierenice rozszerzają się, a ja zamieram w bezruchu. Moja rodzina…? Mira…? Jak to, przecież…? Powoli podchodzą do mnie, ale jakby w zwolnionym tempie? Paraliż…? A może zwykłe halucynację. Czuję ich uścisk i po chwili mokry języczek psa na policzku. Nadal nie mogę niczym ruszyć. Jestem w paraliżu? Szoku? Odsuwacie się lekko i parzycie na mnie z tym czułym uśmiechem jak zawsze… Czemu?! Widzę, że coś mówicie, ale was nie słyszę. Czemu?! Czas się zatrzymuje, a kolory zanikają. Zostaje szarość, biel i czerń.
            Widzę znów chłopaka… Tego samego, który był u mnie w drzwiach… Stał przy moim łóżku. Ten zimny wyraz twarzy… Nie potrafię go zapomnieć. Podchodzi do mnie. Jego chód jest wolny, ale stanowczy. Rozwiera wargi… Powiedz coś do mnie… Proszę!
-Zgodziłaś się, prawda?- Pyta czule. Jego głos… Jest taki inny niż wszystkie. Jest zimny i stanowczy, zarazem będąc czułym i ciepłym. Siada obok mnie, a ja patrzę na niego z… rozpaczą, może radością. Gładzisz mój policzek. –To co teraz widzisz nie jest snem ani prawdą. Przywódca… Chce Ci coś pokazać w ten sposób.- Opowiada mi, a ja słucham uważnie… Mam tyle pytań… Ale nie mam odwagi, a może siły… By je zadać. –Świat, w którym żyłaś… Jest prawdziwy. Tam twoi rodzice nie żyją, Mira nie żyje. Ty jesteś w śpiączce. Dlatego musisz sobie zadać sobie pytanie czy chcesz do niego wracać. Jeśli nie chcesz… Zostaniesz w naszym świecie. Jednak pamiętaj jedno. Każda ma zasady… Nie zawsze jednak ludzie się do nich stosują.- Wystawiasz do mnie rękę. Jest na niej tatuaż… Ze znakiem pistoletu, krzyżującego się ze skrzydłem… Takim samym jak było na drzwiach do Sali tronowej. –Wystarczy jeden gest, aby zmienić całe twoje życie. Rozpoczniesz grę… Ostatnią grę.
            Otwieram szerzej oczy. Więc jednak… To wszystko było tylko przygotowaniem do gry… Spuściłam wzrok. Nie wiedziałam, czy chcę. Byłam zwykłą szarą dziewczyną. Popatrzyłam na ojca, na matkę, na Mirę i w końcu na chłopaka.
-Jeśli w niej umrę… To zginę również w prawdziwym świecie?- Pytam niepewnie. Chłopak tylko kiwa głową. Moje bicie serca przyśpiesza. Co mam zrobić…? Wiedziałam, że muszę podjąć decyzję szybko. Podniosłam rękę i podałam chłopakowi, łapiąc jego dłoń. –Wracam do domu.
-Czyli jednak...- Wzdycha chłopak i odtrąca moją dłoń.
-Do domu... Który jest teraz u was.- Uśmiecham się lekko. Widzę zdziwienie na jego twarz. Kącik jego wargo podnosi się... Łapie mnie za dłoń, a ja się rumienie.

Otacza nas mgła…

Żegnam się z tym światem…
I zaczynam swoją grę...

***

czwartek, 3 grudnia 2015

"Pakt" - Prolog

… Czekam w pozycji podstawowej i namierzam wzrokiem przeciwnika. Mimo gęstej i wilgotniej mgły, przeszkadzającej mym oczom ,widoczne są delikatne kontury sylwetki mężczyzny. Zakreśla je ciemna szara linia, odróżniająca się od jaśniejszej mgły. Delikatnie unoszę nogę i stawiam ją centymetrów dalej, prowokując do ruchu przeciwnika.
Jedna sekunda i czas zwalnia. Obracam się jednej z nóg o dziewięćdziesiąt stopni w lewo. Czują szczypanie i krew na ramieniu, które było na zewnątrz w stronę przeciwnika. Jedno mrugnięcie sprawia, że widzę obcą sylwetkę. Jego broń na której zostały kropelki mojej ciemnej krwi, skierowana jest wzdłuż mojego ciała. Jego cios był chybiony, przypuszczając, że chciał spowodować nieruch w moim ramieniu. Pozostaje tylko mniejsze rozdarcie na skórze…

Czy oni kiedykolwiek zrozumieją…?

…Cały ciężar mojego ciała przerzucam na stopy. Jedną nogę zginam w kolanie, lekko kucając. Drugą prostuję stawiając odsuniętą w prawą stronę, opierając jedynie na przedniej części stopy. Słyszę krzyk z przekleństwami, zza moich pleców. Rozkładam ręce w boki i przyjmuje ostrze przeciwnika prosto w pierś. Uśmiecham się pod nosem i cicho szepcze…


…Pakt!









---------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam, Witam.
Tak wiem jaka przerwa była, ale... Ale wracam! Co prawda z nowym opowiadaniem, ale jestem.
TLG będzie kontynuowane, ale przeplatane z Paktem... Zapraszam do czytania obu <3 
Vantiris.

piątek, 16 października 2015

"The Last Game" Rozdział II



„Jak szybko można popaść w rozpacz? Do czego jesteśmy zdolni na jej granicy? Jakie decyzje podejmujemy wtedy? Jak ciężkie mogą okazać się dla nas ich konsekwencje?”

Klęczę na kolanach patrząc w podłogę. Nadal moje ciało obejmuje słabość, bezbronność. Nie dowierzam słowom, które ujrzałam na kartce. Kolejna śmierć… Moich rodziców przez seryjnego mordercę. Łzy niepowstrzymanie napływają do moich oczu. Nic nie potrafię wykrztusić, tylko ciche jęki. Mój oddech robi się coraz słabszy, a puls wolny. Serce mi spowalnia. Oczy zachodzą mgłą, barwy zanikają. Moje ciało przeszywają dreszcze, a po chwili dopada je drętwota. Nie potrafię utrzymać się na nogach. Z mocnym hukiem opadam na płytki. Zasypiam…
~*~                                                                                        ~*~
Słyszę i czuję.
Nie widzę.
Śpię? A może umieram?
Jednak nie.
Wchodzę na kolejny poziom.
Mojej ostatniej gry.
~*~                                                                                        ~*~
Otwieram lekko powieki. Biała sala z wielkimi oknami. Na suficie obraz walki jakiegoś człowieka i... ducha? Człowiek zwycięża, przebijając ducha mieczem. Dziwne. Lekko przysłaniam oczy ręką, aby słońce nie paliło mnie w oczy. Oddycham powoli i spokojnie, lecz nierówno. Syczę z bólu odczuwanego z tyłu głowy, niczym pojedyncze pulsy na przemian silny i słaby. Powoli podnoszę się do pozycji siedzącej, przerzucając ciężar na łokcie. Do moich uszu powoli dochodzą krzyki z korytarza. Drzwi ze wschodniej strony otwierają się z hukiem rozbrzmiewającym na całą salę. Kieruję spojrzenie na średniego wzrostu dziewczynę o zgrabnej sylwetce poruszającej się rytmicznie, niczym przy brzmieniu pianina. Intensywnie czarne włosy rozpuszczone do pasa z grzywką na czole i dwiema wcięciami po bokach, a oczy wypełnia głębia błękitu morza śródziemnego. Nie jest mi znajoma, choć jej lustrujący wzrok daje mi do zrozumienia inną wersję zdarzeń. Kieruje się w moją stronę powolnym krokiem, jakby załamywała czas stuknięciem podeszwy o podłogę. Ciemne dżinsowe spodenki, biała koszula, czarna narzuta i tego samego koloru glany. Jej ubiór nie jest wyróżniający się, choć widoczna jest jej nadzwyczajność po pierwszym spojrzeniu. Na jej bladych policzkach można dostrzec malutkie kropelki - łzy, spływające na lekki uśmiech skierowany w moją stronę. Cały jej obraz jest dla mnie niczym zjawa. Nie potrafię pojąć co się właściwie dzieje. Wręcz nie dopuszczam do siebie obrazów, które właśnie mam przed oczyma. Kiedy podchodzi do mojego łoża przytula mnie mocno. Jej dotyk jest zimny, ale na swój sposób kojący… „Czyżby mnie znała, a ja Ciebie nie? Dlaczego tu jestem? Kim jestem?"
Kolejne skrzypienie drzwi uchwycone przez moje uszy, kolejne kroki zmierzające w moją stronę. Kącik oczu kieruje się w ową stronę. Otwieram szerzej powieki i roztwieram lekko wargi. Widzę przed sobą osobę, od której niedawno dostałam list z informacją o śmierci moich rodziców. Wysoki brunet o kruczych oczach. Jego zimny wzrok wydaje się przeszywać człowieka na wylot. Jego wyraz twarzy jest szary, beznamiętny. Nie można z niego wyczytać nic. Niczym zimne ciało bez duszy. Stoi ubrany elegancko, niczym na ważne spotkanie. Marynarka, buty  oraz spodnie w kolorze czerni. Jedynym elementem odróżniającym się jest biała koszula z zagiętymi do łokcia rękawkami. Po dłuższej chwili patrzenia na siebie wzajemnie chłopak rozchyla lekko wargi, lecz z jego ust nie wydobywa się nic. Jedynie ciche westchnięcie. „Ty też mnie znasz? Powiedz mi co się dzieje… Czemu tu jestem?!"
Prowadzą mnie do tajemniczej sali. Korytarz jest biało-czerwony z oknami po lewej stronie i drzwiami po prawej. Poddasze jest półkoliste, a w przerwach znajdują się kolejne obrazy. Na jasnej podłodze leży czerwony dywan z brązowymi zdobionymi bokami. Po dłuższej chwili docieramy na miejsce. Stajemy przed ogromnymi białymi drzwiami. Boki jak i klamki zdobione są złotymi wzorami. Na środku ich istnieje znak. Przedstawia długi miecz skrzyżowany ze skrzydłem. Broń jest biała z jednym szarym napisem „Last”, a skrzydło jest ciemno szare z białymi konturami każdego jednego pióra. Blask tworzą promienie słońca wpadające na ową rzeźbę.
Wchodzimy do rozległej białej sali. Kolumny zdobią jej boki i podtrzymują małe boczne balkoniki widokowe. Ozdobione złotymi gałązkami wokół wydawały się błyszczeć. Szklany sufit ukazuje błyszczące słońce i śnieżne chmury, płynące po niebieskim niebie. Mój wzrok zjeżdża stopniowo w dół lustrując całość sali. Na środku znajduje się wielki biały tron zdobiony czarnym kocem. Za nim wisi wielki obraz przedstawiający króla… Nie znam go, ale chyba poznam. Wzdycham lekko i kieruję wzrok w stronę bocznych drzwi, których skrzypienie wydało się bardzo głośne. W moją stronę wolnym krokiem kieruje się szatyn o fioletowych oczach. Lekka czerń spływająca w zielenicach mrozi niejednemu krew w żyłach, a przynajmniej tak przypuszczam. Wyraz twarzy jest chłodny tak jak u chłopaka stojącego obok mnie. Jedynie różni ich podniesiony lekko kącik ust u szatyna. Jego złoto-biała peleryna ucięta, aby nie dotykać podłogi jest zapięta na górze klatki piersiowej. Białą koszulę zdobi śnieżna marynarka z czarnymi klapami. Obie mają złote ozdoby i gdzieniegdzie fioletowe małe kamyczki. Kołnierz jest podniesiony do góry i zapięty ozdobnymi złotymi skrzydłami. Pas przez który przewodzi się lśniący żółty paseczek, łączy górę garderoby z śnieżnymi dopasowanymi spodniami. Eleganckie czarne buty wydając ciche stuknięcia za każdym razem, kiedy  spotkają się z kafelkami podłogowymi.
Zapatrzona w niego tracę kontakt z rzeczywistością. Po chwili czuję dotyk na dłoni. Wzdrygam się lekko i patrzę na osobę od której go uzyskałam. Mężczyzna podnosi ją do swoich ust i całuje lekko, klękając przy tym. Podnosi się i muska nadal swoimi palcami moją skórę. Uśmiecha się lekko i puszcza mnie. Rozwiera lekko blade wargi i wzdycha cicho, mrugając przy tym.
-Witaj, Vantiris. Jestem Joshua, twój przywódca.- Szepta patrząc mi prosto w oczy. Przeszywa mnie dziwny strach i uczucie zimna. Spoglądam na chłopaka, a później na dziewczynę. W ostateczności znów wracam do punktu wyjścia.
-P… przywódca?- Pytam niepewnie. Mój głos jest ciepły, ale cichy, prawieże niesłyszalny. Nie wiem co się dzieje. Jestem w jakimś innym świecie? A może to tylko kolejny sen? To wszystko to na pewno zły sen.
-Nie pamiętasz nic?- Pyta oglądając mnie uważnie. -W takim razie pomogę Ci, sobie przypomnieć.- Kładzie rękę na moim czole. Nagle wszystko staje się czarne… Upadam kolejny raz… A przynajmniej tak mi się zdaje.

„Vantiris! Vantiris! Proszę Cię… Powiedz, że się zgadzasz.”  

„Cała nadzieja w tobie! Zgódź się!”

„Błagam Cię… Powiem, że tak… Nie chcę, abyś umierała."

Słyszę rozpaczliwe głosy. Umrzeć? Czemu niby? Niczego już nie rozumiem. Czemu mam się zgodzić? Wytłumaczcie mi cokolwiek...

„T-tak…”   
Szepcze cicho i odpływam.   



*** 









Witam.
Mam nadzieję, że kolejny rozdział wam się spodobał, choć jest z dość (nie ukrywajmy) wielkim opóźnieniem. Miał się pojawić tydzień wcześniej, ale niestety wypadły pewne komplikację. 
Rozdział był kilka(naście) razy zmieniany, aby w końcu dojść do takowego stanu rzeczy, więc trochę nad nim pracy było. Jak każdy wie... trzeba również weny do napisania dobrego rozdziału, której mi oczywiście dość często brakuje, ale teraz natchnienie było, więc i rozdział jest. :) 
Do usłyszenia,
Vantiris.

niedziela, 20 września 2015

"The Last Game" Rozdział I



 „Jak wiele można stracić w ciągu kilku chwil? Jak wiele rzeczy może przemknąć nam przed oczami poprzez nieuwagę? Jak wiele jeszcze musi się stać, aby w końcu zakończyła się ta cholerna gra?”
         Szarość świata była dla mnie codziennością. Nie zwracałam uwagi na nic oprócz codziennych czynności. Mijały dni. Tygodnie. Miesiące. Lata. A ja nadal żyłam w szarej rzeczywistości. Pochłonięta szkołą, obowiązkami. Codziennie miałam taki sam plan. Nawet weekendy bardzo często były szare niczym dym. Nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam szczery uśmiech na twarzy, szczery płacz, smutek. Byłam obojętna na ludzi, na świat, na to co się dzieje. Przez wiele ludzi byłam uznawana za ludzką marionetkę o szarym spojrzeniu, choć moje oczy był ciemno piwne. Może mieli rację, że jestem lalką na sznurkach. Nie przeszkadzało mi to wbrew pozorom. Byłam niczym jedna z owiec w stadzie. Nie odróżniałam się od innych. Wtapiałam się w tłum. Nawet muzyka, którą wielbiłam zrobiła się nudna, szara. Znałam wszystkie utwory na pamięć. Nawet nie byłam ciekawa świata, co było kompletnym przeciwieństwem mego dzieciństwa. Byłam wtedy mała, słodka i wesoła. Rozpromieniałam dzień uśmiechem. Widziałam kolorowy świat. A teraz? Gdzieś to wszystko zniknęło. W szarej pustce zwanej – życiem.
         Budzą mnie ostre promienie słońca wpadające przez roletę wprost na moje oczy. Próbuje znów zasnąć, lecz próby idą na marne. Otwieram leniwie powieki i podnoszę się do siadu opierając z tyłu dłońmi. Ziewam lekko i przewracam oczami na lewą stronę. Leży tam biało-czarny Husky imieniem Mira. Jest moim słodkim zwierzakiem od kiedy skończyłam piętnaście lat. Przygarnęłam ją, kiedy nie miała jednej łapy. Dzięki moim staraniom dostała protezę. Uśmiecham się bezbarwnie do niej przeczesując jej futro. Jest bardzo miękkie i przyjemne w dotyku. Spoglądam na jej jasne-niebieskie, prawie że białe, oczy. Ucałowuje ją w zimny nos, lecz ona zaczyna mnie lizać. Śmieje się lekko. Po dłuższej chwili zabawy wstaje z łóżka. Ubieram bieliznę i krótkie jeansowe spodenki. Sięgam do szafy po białą bluzkę na ramiączka. Narzucam czarną długą bluzę, którą zostawiam rozpiętą. Zakładam trampki. Biorę smycz zapinając do białej obroży Husky. Wychodzę z nią w stronę parku.
Rozglądam się po mojej okolicy. Żyje w bardzo spokojnej dzielnicy. Nie było tu nigdy przestępstw, wypadków, jakichkolwiek imprez. W większości zamieszkiwali ją starzy ludzie lub spokojne rodziny z dziećmi. Mam tu parę znajomych, choć rzadko się z nimi spotykam, ponieważ dzieli nas kilka ulic. Nie lubię zawierać nowych znajomości, dlatego też nie mam wiele bliskich. Prawie zawsze byłam samotna. Towarzyszy mi jedynie Mira i kilka dobrych duszyczek. Mimo to czuję pustkę, zimno w sobie. Nawet, gdy jestem pośród znajomych. Zawsze myślę, że jestem stworzona do bycia samotną. Do braku jakiegokolwiek ciepła, bliskości innej osoby. Nienawidzę tego w sobie, ale ciężko jest to też zwalczać. Jestem tylko szarą dziewczyną prowadzące zwykłe życie. Bardzo wiele osób mi mówi, abym jednak spróbowała coś zmienić w sobie... Jednak nie podejmuje się tego, a przynajmniej nie z pozytywnym skutkiem. Poddaje się za szybko i może to było przeszkodą? Kto wie.
         Biegnę z psem po całym parku rozmyślając nad dzisiejszym dniem. Książki, praca domowa, zabawa z psem, oglądanie telewizji, słuchanie muzyki... Czyli kolejny zwyczajny plan na weekend. Wolę chodzić do szkoły, mogę przynajmniej porozmawiać ze znajomymi, pośmiać się, poplotkować. Zapowiadał się naprawdę długa przerwa od szkoły. Czemu? Znajomi wyjechali i nie ma nawet z kim porozmawiać. Mamy wolne do środy przez sprawdziany maturalne. Za rok mnie też to czeka, choć nie boje się jakoś specjalnie. Jestem dobrą uczennicą, więc nie miałam obaw. Otrząsam się lekko i zamieram, kiedy widzę, że nie ma obok mnie futrzaka. Wołam ją, głośno... Lecz nie ma to skutków. Siadam na ławce ze łzami w oczach. Sądzę, że już nie przybiegnie do mnie. Łzy cieknął mi po policzku. Jeszcze chwilkę wołam, wołam coraz głośniej. Rozpaczam w głosie. Moje wołania nic nie dają. Biorę smycz, którą jej odpięłam, aby mogła pobiegać swobodnie i kieruję się do domu. Przewracam się o jakiś kamień nie widząc go przez łzy. Wstaje powoli strzepując z siebie warstwę brudu. Nadal płaczę, lecz skręcam nad staw, gdzie sądziłam, że ją jeszcze znajdę. Mam rację, choć nie wiem czy chcę to widzieć. Pies leży na ziemi z rozciętym gardłem. Nie da się go już uratować. Podchodzę do niej i ostatni raz muskam jej sierść. „Czemu jestem taka bezmyślna i ją spuściłam? Czemu jej nie pilnowałam?” pytam siebie, kiedy padam przed nią na kolana i zaczynam rozpaczać. Uderzam w ziemie 1…2…3… razy. Boli, ale przynajmniej lekko odwraca uwagę od bólu psychicznego. Nie mogę dalej patrzeć na to. Zakładam jej jakiś kawałek materiału znalezionego obok, na szyję. Zabieram ją na podwórko. Nadal łzy lecą strumieniami.  Nie mogę przestać o tym myśleć. Skupienie kompletnie przeniosło się na ten jeden moment.
         Kładę ją w dole, który wykopałam za podwórkiem. Serce ściska mi żal i smutek... Prawdziwa rozpacz. Nie mogę nadal uwierzyć w to co stało się kilka minut temu. Nie rozumiem. Nie pojmuje czemu. Nawet nie chcę wiedzieć. Boję się prawdy. Za bardzo boli same myślenie o tym. Kładę razem z nią jej zabawkę. Zakopuje dół z niedowierzaniem. Stawiam mały krzyż z napisem „Mira, 2018-2020” i kolejny raz padam na kolana z rozpaczą. Mój umysł nie pojmuje co się stało. Przecież miał to być kolejny szary, zwykły dzień. Staną jednak w czarnych barwach śmierci. Podnoszę się i kieruje w stronę domu.
         Siedzę w salonie rozmyślając o dzisiejszym dniu. „Co jeszcze dziś się stanie?” pytam siebie sama. Wyglądam za okno i widzę czarne chmury. Sądzę, że burza się zbliża. Odłączam wszystko od gniazdek. Siadam na kanapie dalej myśląc nad sensem życia. Jednak po chwili słyszę dzwonek do drzwi. Domyślam się, że to listonosz. Mylę się. Widzę wysokiego bruneta o czarnych oczach. Wygląda na chłopaka w moim wieku. Nie znam go ani ze szkoły, ani z widzenia, ani nie jest znajomym moich przyjaciół. Witam się z nim, lecz on nic nie odpowiada. Patrzy na mnie swoimi węglowymi oczami przez parę sekund po czym opuszcza wzrok na kopertę i podaje mi ją. Odchodzi z cichym „Do zobaczenia” na ustach. Otwieram kopertę i wyciągam z niej list. Przerażona upadam na ziemie. Karteczka i list upada. „Czemu…” cichy szept wydostaje się z moich ust. Nie dowierzam własnym oczom. Sądzę, że to sen… Tylko sen…
***
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Witam, Witam, Witam.
Pierwszy rozdział i już się dzieje. Postanowiłam, że dam wam twardy orzech do zgryzienia i zakończę na tym. Co się znajduje w liście? Czy to jawa? A może bohaterka tylko śni? Te wszystkie pytania rozwieję w kolejnym rozdziale. A póki co mam nadzieję, że się podobało.
Do usłyszenia,
Vantiris.

sobota, 19 września 2015

Prolog "The last game"



Jeden wybór może zmienić całe życie...

Albo je zakończyć...

Życie to gra... 

Masz dwie opcje...


Żyć lub Umierać.
 
Jaka opcja jest słuszniejsza?
 
Z wiedzą, że to wszystko…

To tylko gra.
Moi drodzy
 Witam Was na moim nowym Blogu.
  Jak mogliście zauważyć miałam przerwę, kiedy nie wypuszczałam żadnych postów ani z opowiadaniami, ani z informacjami odnośnie takowej przerwy. Czemu wystąpiła? Miałam pewne problemy osobiste. Do tego dochodził brak czasu przez początek roku oraz brak jakiejkolwiek weny i pomysłu. Nawet jeśli brałam się za pisanie to niszczyłam, bo nie uważałam tego za dobre.
  Jednak wszystko się już ustatkowało i wracam do was niedługo. "Następcy Bogów" nie będzie kontynuowane, a jeśli kiedyś będzie to będę je poprawiać i wrzucać odnowa. Dodatkowo w najbliższym czasie wypuszczę zapowiedź do nowego opowiadania. 
  Jednak na moim blogu nie będą się pojawiać jedynie opowiadania. Co to będzie? Dowiecie się niedługo. Nie będę spoiler'ować.
  Podsumowując. Wracam do Was niedługo z nowym materiałem, który mam nadzieję, że wam się spodoba. Dodatkową weną i nowymi pomysłami.
Do usłyszenia:
Vantiris.