Znacie uczucie, kiedy wszystko
nagle się wali ? W jednej chwili tracisz wszystko i jesteś na skraju życia?
Teraz wiem… To wszystko zdarzyło się tak szybko, jak za dotknięciem magicznej
różdżki. Niczym machnięcie ręką… Przecież wszystko było dobrze. Dzień jak co
dzień. Jednak jedna chwilka wystarczyła do zniszczenia całego mojego świata.
Wyglądam
zza ścianki i analizuje teren... Nikogo nie ma. Biegnę ile sił w moich nóżkach.
Odwracam co rusz głowę, aby sprawdzić, czy nikogo za mną nie ma. Pusto… Jednak
świat, który jeszcze rankiem wydawał się taki piękny, teraz jest wręcz
kataklizmem. Zniszczone budynki, ogień rozprzestrzeniający się z niesamowitą
szybkością... Ludzie, którzy wykrwawiają się na śmierć… Mimo, że mam dopiero
dwanaście lat, obrazy te nie przerażają mnie… Czemu? Sama nie wiem. Rodzice od
urodzenia mówią mi, że jestem inna, niż moi rówieśnicy. Potrafię zachować zimną
krew w sytuacjach, gdzie dorośli popadają w histerię. Nawet mój dorosły brat nie
potrafi zachować spokoju duszy jakim władałam ja. Przez to nie raz obrywam…
Nienawidzi, kiedy rodzice bardziej zwracali uwagę na mnie niż na niego. Nie raz
krzyczy, że jestem zwykłą sierotą przygarniętą przez rodziców. Mimo bólu, który
za każdym razem jest coraz silniejszy, nie płaczę i udaję, że wszystko dobrze.
Pod uśmiechem kryje nie raz wiele emocji… Nie chcę ranić bliskich sobie, wolę
pocierpieć w spokoju.
Podczas
jednego z obrotów w tył wpadam na coś… Odwracam się, padając na twardy chodnik.
Widzę wysokiego osobnika z czarnymi butami, które od kostek zakryte są przez szarą
szatę… Na górze ma zapinkę w kształcie okręgu z poziomą kreską przecinającą go.
Jednak przez kaptur, zakrywający twarz, nie mogę ujrzeć twarzy osoby… Ozdobny
na pelerynie są koloru białych rękawiczek. Podnoszę się szybko i próbuję uciekać
do tyłu, jednak tam też spotykam takiego samego osobnika. Znów upadam
niezdarnie. Muszę być spokojna… Jak zawsze. Podnoszę się powoli i próbuję
uciec, omijając jednego z nich. Próba nieudana… Łapie mnie za ramiona i podnosi
na wysokość swojego kaptura. Teraz widzę co się kryło pod nim… Blada cera,
szkarłatne oczy i wyraz twarzy, który jest dla mnie koszmarem… Taki
bezuczuciowy i zimny… Przechodzą mnie lekkie dreszcze strachu. Zaczynam się
szarpać, krzycząc o pomoc, jednak nikogo nie ma. Człowiek uśmiecha się,
pokazując swoje zęby, który przypominają wampirze kły. Rozszerzam oczy ze
strachu. Krzyczę jeszcze głośniej, przymykając oczy. Czuję jego oddech na szyi
i coraz mocniejszy uścisk.
To tylko kolejna
wizja…
Kolejna, która daje mi dalszą otuchę do zabicia tych cholernych pijawek…
Kolejna, która daje mi dalszą otuchę do zabicia tych cholernych pijawek…
Otwieram
oczy, wyrywając się z objęć Morfeusza. Kolejne wspomnienie, które przytrzymuje
mnie przy żądzy mordu… Tyle się zmieniło przez te cztery lata. Zabrali mnie do
Armii Imperialnej, zaczęłam się dzięki temu szkolić i uczyć walki. Zaczynałam
jako nieudacznik, nie wiedziałam nic o broniach ani walce… A teraz? Wszystko
wręcz mam opanowane do perfekcji. Jednak nie lubię się tym przechwalać. Czasami
wolę udawać głupszą, niż być chwalona jaka to jestem wyuczona.
Podnoszę
się, popierając się łokciami z tyłu. Kolejny dzień w tych męczarniach, gdzie i
tak nic nie uzyskam… Wstaję z łóżka i kieruję się do łazienki. Obmywam ciało i
zaczynam szykować się do szkoły. Ubieram czarną luźniejszą spódniczkę i czarne
rajstopy za kolano. Zapiąwszy koszulę, odginam czarny kołnierzyk, poprawiając
całościowo górę stroju. Zaczynam rozczesywać swoje granatowe włosy sięgające mi
do kolan. W porównaniu do moich oczu są trochę ciemniejsze i lekko popadają w
czerń. Po dłuższych przygotowaniach jestem gotowa do wyjścia, jednak słyszę
pukanie do drzwi mojego pokoju.
Spodziewając się kto stoi po drugiej stronie wejścia, otwieram je. Moim
oczom ukazuje się wysoki chłopak o ciemnych zielonych oczach. Nie jest jakoś
specjalnie dobrze zbudowany, ale mimo tego jest wysportowany i wyszkolony. Również
ubrany jest w mundurek szkolny, a na jego twarzy gości uśmiech, jak co dzień. Jego
brązowe ciemne włosy są poukładane jak zawsze, po bokach opadają, a na środku
lekka grzywka… Mój przyjaciel.
-Cześć Yochi.- Witam się z nim odwzajemniając uśmiech.
-Cześć Asura.- Przytula mnie na powitanie, a ja jak zwykle nie mam nic przeciwko. Zamykam drzwi i kieruję się razem z nim do klasy. Przemierzając korytarze jednak nie wiedzę nic nowego, każdego już znam prawie na pamięć… Więc ta sama rutyna. Siadam na drugiej ławce od końca, a za mną mój przyjaciel.
-Wiesz, że ma do nas dołączyć ktoś nowy?- Zaczyna chłopak.
-Naprawdę…? Nie, nic mi nie mówili.- Odpowiadam lekko zaskoczona. Czyli jednak skończy się rutyna? Ale tylko na kilka dni… Pewnie zaznajomi się z kimś i będzie po „nowym” uczniu.
-Cześć Yochi.- Witam się z nim odwzajemniając uśmiech.
-Cześć Asura.- Przytula mnie na powitanie, a ja jak zwykle nie mam nic przeciwko. Zamykam drzwi i kieruję się razem z nim do klasy. Przemierzając korytarze jednak nie wiedzę nic nowego, każdego już znam prawie na pamięć… Więc ta sama rutyna. Siadam na drugiej ławce od końca, a za mną mój przyjaciel.
-Wiesz, że ma do nas dołączyć ktoś nowy?- Zaczyna chłopak.
-Naprawdę…? Nie, nic mi nie mówili.- Odpowiadam lekko zaskoczona. Czyli jednak skończy się rutyna? Ale tylko na kilka dni… Pewnie zaznajomi się z kimś i będzie po „nowym” uczniu.
Odwracam
się do przodu, słysząc stukanie o biurko wykładowcy. Widzę naszą nauczycielkę –
Elis. Wysoka kobieta, z wysportowaną sylwetką i długimi rudymi włosami,
związanymi w wysoki kucyk. Ubrana w zielono-czarny nauczycielski mundur.
Uśmiecha się do nas, trzymając tekturę z wynikami naszych testów teoretycznych.
Jednak odkłada je na biurko i wprowadza kogoś nowego do klasy. Średniego
wzrostu szatyn, którego ciemnozielone tęczówki kierują się ku podłożu. Ubrany w
mundurek szkolny i znudzoną miną, przedstawia się. „Yuichiro Hyakuya… Chyba dobrze zapamiętałam…” Myślę i patrzę na
niego. Po chwili chłopak siada obok mnie
w środkowym rzędzie. Słyszę jak inni zaczynają coś do siebie szeptać nawzajem
na jego temat. Chcę się przedstawić, jednak chłopak siada jakby nikogo nie
widział i nie słyszał… Zadufany w sobie. Wzdycham i wracam do swojej ławki.
Kolejny…
***
Ohayo. *Chowa się pod stół.*
Tak wiem jak dłuugo czekaliście na Pierwszy rozdział paktu, ale... Takie życie. Wcale nie miałam lenia i po prostu nie chciało mi się pisać. Ale jest? Jest! No właśnie. Dlatego dziękuję za uwagę. Co do Last'a... To spokojnie, też się pojawi w niedługim czasie.
Pozdrawiam i do usłyszenia,
Vantiris.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz